piątek, 9 grudnia 2016

Rozdział II

Venian siedział ze skrzyżowanymi nogami naprzeciwko Shionna.
- Możesz jeszcze raz mi to wszystko wytłumaczyć? - zapytał chłopczyk.
- JEŻCZE raz? Kolejny? - Duch westchnął, co brzmiało bardziej jak prychnięcie prawdziwego kota - No dobrze - dał za wygraną - Duchy to istoty niematerialne, symbolizujące siły natury. Każdy Duch się czymś zajmował. Ja, na przykład, byłem Duchem Nocy i Snu.
- Ale już nie jesteś, bo się ze mną połączyłeś - odpowiedział chłopak dumny z tego, że coś zapamiętał.
- Brawo. Pierwszy Duch, który wejdzie w Zaklinacza tuż po jego przemianie, jest z nim połączony, i Zaklinacz może czerpać z jego mocy, a żaden Duch nie może jego opętać.
- A co z tymi rodzajami Duchów? Ciągle tego nie łapię.
- Właśnie. Duchy, ze względu na ich wygląd, dzielą się na trzy grupy: Ludzkie, czyli swoją sylwetką przypominają sylwetki ludzkie, Zwierzęce, czyli przypominają jakieś zwierze, i Abstrakcyjne, czyli są hybrydą dwóch zwierząt, albo zwierze wykonane z... czegoś innego, niż ziemskie zwierzęta. I to właśnie Zwierzęce i Abstrakcyjne Duchy powodują zmiany w Zaklinaczu.
- Czekaj... ZMIANY?!?
Chłopak podbiegł do najbliższej kałuży i to, co tak zobaczył, szczerze go przeraziło.
- Ja nie mam czarnych włosów!! - chwycił się za głowę.
- Włosy Cię najbardziej zdziwiły? Myślę, że ogona i kocich uszu też nie miałeś.
- KOCICH USZU?!? - teraz Venian zdał sobie sprawę, że te małe, odstające kudły to nie włosy. Próbował znaleźć swoje zwykłe, ludzkie uszy, ale na próżno. Później wykręcił się, aby złapać za swój nowy, genialny ogon. Łał, piękne przedłużenie dupska, które wcale się ciebie nie słucha.
- Czy jest coś jeszcze, co we mnie zmieniłeś? - spytał zrezygnowany chłopak.
- Jeszcze kolor oczu na żółty, ale to już chyba widziałeś. 
Chłopak przytaknął tylko i upadł zrezygnowany na ziemię.
"Świetnie. Teraz nawet ja siebie nie poznam, a co dopiero moja matka albo ojciec".
Nagle go olśniło.
- Nikt mnie nie pozna! - krzyknął uradowany.
- Że co? - Shionn popatrzył na chłopaka zaciekawiony.
-Bo... - chłopak pożałował, że się odezwał - Bo ja...
- Może łatwiej będzie, jeśli sam to sprawdzę - Duch przygotował się do skoku.
- Nie, nie, nie...
  Ale Shionn zrobił to, co chciał, i po chwili połączył się z Venianem, co towarzyszyło odgłosem dławienia się.
- Świetnie. Rób, co chcesz.
I przez kilka chwil chłopak siedział sam z założonymi rękoma zły na niego. I nagle usłyszał dobrze już glos w swojej głowie.
- Możesz się przez chwilę nie gniewać? Przyćmiewasz wszystkie wspomnienia.
- To ty tak możesz?
- No.. chyba - chłopak niespodziewanie poczuł... jak to opisać... Nie był to śmiech, ale po prostu radość, która go wypełnia. nie było to jego uczucie, ale sprawiło, że uśmiechnął się i jego humor od razu się poprawił.
- Tak lepiej - Shionn uśmiechnął się w jego myślach i zamilkł.
Chłopczyk zaczął myśleć nad tym dniem. "W sumie, to fajnie, że mam kogoś, kto będzie ze mną, i na kim mogę polegać"
- Oooh, to miłe - usłyszał - Teraz uważaj, wychodzę.
Venian napiął brzuch, wstrzymał oddech i zamknął oczy.
- Będziesz się musiał do tego przyzwyczaić - Duch wylizywał sobie futerko, a chłopak wyrównał oddech - Będziemy to robić coraz częściej, aż w końcu już nie będziesz czuć, kiedy się łączymy albo rozłączamy.
- Mam nadzieję - Zaklinacz rozmasowywał sobie brzuch - To trochę boli.
- Zawsze będzie - uśmiechnął się do chłopczyka - Ale nie będziesz zwracał na to uwagi.
- Świetnie.
Venian podszedł do swojego prowizorycznego leża (kilka kartonów i stare, nikomu nie potrzebne łachy), usiadł na brzegu i poprawił je trochę.
- Teraz pozwolisz, - rzucił, kładąc się - że się prześpię chwilę. Cały dzień nie spałem.
- Miałeś dzień pełen wrażeń - przyznał - Niech Ci ten sen służy.
Duch podszedł do chłopaka i zaczął nad nim skakać. Przy każdym skoku w poróżni spod jego łapek wylatywał srebrny pył. 
- Mógłbyyy... - zaczął Venian, lecz zanim skończył, powieki mimo woli zamknęły się i chłopczyk usnął.

***
- Hej, śpiący królewiczu! Wstajemy!
Venian otworzył oczy nad nim szczerzył ząbki Shionn.
- Zawsze będziesz mnie budził tak wcześnie? - chłopak ziewnął i przeciągnął się.
- Zawsze, kiedy strażnicy będą przeczesywać zaułki.
- Że co?!?
Natychmiast zerwał się na  równe nogi i w panice rozejrzał się.
- Czy to on? - rozległ się niski, basowy głos.
- Tak - odezwał się inny.
Przy wejściu do zaułka stali dwaj mężczyźni. Jeden z nich to stuprocentowy strażnik - wielki, szerokie bary, zgolony na łyso, w mundurze. Za to drugi... drugi nie. Fakt, mięśnie miał, ale na strażnika był za chudy. Miał ostro zestrzyżoną bródkę i brązowe, długie włosy opadające na morskie oczy. Czy to od niego ukradł jedzenie? Jeśli tak, to jakim cudem go poznał? On sam siebie nie poznaje. 
W końcu przestał tracić czas na zastanawianie się. Ruszył pędem przed siebie i przemknął pod nogami strażnika. Wbiegł z impetem na jakąś kobietę z owocami, ale nie oglądał się za siebie.
- Uwaga, wchodzę - rozległ się głos Shionna, który leciał obok niego, i po chwili się połączyli. W chłopaka wstąpiły nowe siły i zaczął biec szybciej. Omijał wolno spacerujących arystokratów i raz prawie wpadł pod dorożkę. Teraz najważniejsze było uciec od tamtych dwóch. Biegł i biegł, skręcał w coraz to bardziej kręte uliczki, lecz życie (jak zawsze) musiało go zaskoczyć, więc po następnym skręcie prawie wpadł na tego gościa z bródką.
- JAK TY SIĘ TU ZNALAZŁEŚ!?!? - Venian upadł na ziemię i już się podnosił, ale nieznajomy złapał go za ramię.
- ZOSTAW MNIE!! NICZEGO NIE UKRADŁEM!!!
- Nie przeczę - mężczyzna miał miękki głos, który jest po prostu balsamem dla ucha, ani grama poddenerwowania -  Nie chcę cie karać. Chcę cie uczyć. Jestem Roran, i jestem Zaklinaczem. Mam obóz niedaleko.  Przejdziesz się?
- A mam wybór?
- Nie za bardzo.

-*-
Koniec (znowu) polsatowy, ale przynajmniej jest. Oceniajcie proszę od 10 do 10 XD

środa, 7 grudnia 2016

Rozdział I

To był ostatni kawałek chleba. Venian zaczął wolno odrywać kawałeczki świeżo skradzionej kromki. Był głodny, ale nie mógł zjeść jej od razu. Ma mu starczyć na cały dzień. Rozejrzał się po brudnej, zapomnianej uliczce Daroton. Wiedział, że będzie musiał się przenieść, jeśli straż zacznie go szukać. Może uda mu się jeszcze coś podwędzić? Kto wie? Życie jest pełnie niespodzianek. Zwłaszcza tych nie do końca przyjemnych. Mimo to dziękował w duchu za ten zaułek bez innych bezdomnych. Ci zapewne rozerwaliby go za ten mały kawałek chleba. Całe dzieciństwo na ulicy nauczyło go dwóch zasad - Pierwsza: Przetrwaj, nawet kosztem innych, druga: Pomagaj tym, którzy pomagają tobie. Szybko nałożył starą czapkę, którą udało mu się znaleźć w tamtą zimę. W jednym gryzie dokończył swój posiłek i wychodził. 
Prawie wyszedł. 
Właściwie, zrobił tylko jeden krok i złapał się za głowę. Czuł ostry, nieprzerwany ból, jakby ktoś przebijał mu głowę dłutem. Syknął pod nosem i zaklną. Słyszał o Czarnej Śmierci, ale przecież nie miał styczności z zarażonym, prawda? Podobno zarażeni wywożeni są na wyspę, gdzie umierają w zapomnieniu. Inni paleni są, ale to mniej wygodna wersja. Arystokraci nie chcą, aby ich miasto cuchnęło palonym trupem, więc albo robią to za lasem, albo wywożą na wyspę. 
Jeśli jest zarażony, to co się z nim stanie? Podobno zaraza zabija po trzech godzinach od wystąpienia objawów. Ale to głupota, prawda? Nie jest chory.
Po chwili ból częściowo ustał. Venian wstał, bo musiał. Musiał się przenieść, aby przeżyć. Aby przetrwać. Wyszedł na tętniącą życiem ulicę, gdzie przechadzały się panie w pięknych sukniach, wielkich perukach, a pudrem na ich twarzach można by było wytopić dwie sztabki ołowiu, a nawet trzy miecze.
Panowie natomiast popisywali się swoimi wytwornymi frakami, powywijanymi siwymi perukami i najnowszymi nowinkami technologii. Nagle do głowy Veniana przyszła pewna myśl. Jeśli już umiera, to czemu nie zarazić kilku wyniosłych arystokratów? Ziarenko goryczy w ich życiu nie zaszkodzi. "Bo kto nie zazna goryczy na ziemi, ten nie dozna słodyczy w Niebie"
Podszedł więc do pierwszej lepszej pani w wielkiej, falbaniastej, zielonej sukni. Złapał ją i słodkim, niewinnym głosikiem powiedział.
-  Z głodu umieram,
 śmierć w oczy patrzy,
 czy poratujesz mnie chlebem z masłem?
Odpowiedzi były do przewidzenia.
- Zostaw mnie, pobrudzisz mi suknie!
- Śpieszę się, nie przeszkadzaj.
- Nie masz nic innego do roboty, człowieczku? 
- Zostaw porządnych ludzi w spokoju i uczep się ludzi swojego pokroju!
 Jednak jedna kobieta w pomarańczowym żakiecie zareagowała całkowicie inaczej, czego Venian całkowicie się nie spodziewał.
- Dziecko drogie, chleba tylko chcesz? - powiedziała zatroskanym głosem i pochyliła się nad chłopakiem. Sięgnęła do swojej torebki i wyciągnęła haftowaną portmonetkę, po czym dała ją chłopakowi. Venian stał zamurowany.
- Przepraszam, ale się śpieszę - powiedziała i otworzyła drzwiczki od karocy, która stała obok.
- Jak się nazywasz, o Pani? - zdążył rzucić blondyn, który wyrwał się ze stanu odrętwienia.
- Doloris - odpowiedziała kobieta i uśmiechnęła się  zza szyby.
Powóz odjechał, a Venian nadal stał w tym samym miejscu. Zrobiło mi się głupio. "Jeśli ona umrze," pomyślał "to ja sobie tego nigdy nie wybaczę, nawet po śmierci". Chłopak dopiero po chwili przypomniał sobie o jej prezencie. Szybko otworzył portmonetkę. Było w niej pieniędzy więcej, niż blondyn widział w całym swoim życiu. Był też doszyty kawałek materiału, a z kolei na nim wyszyte było "Własność Doloris la Propriété". Podziękował jej w duchu i pobiegł do najbliższego straganu kupić sobie kolacje.

***
Tej nocy Venian nie mógł spać. Bardziej niż zwykle. Ból nasilał się coraz bardziej. Był nie do zniesienia. Chłopak przewracał się z boku na bok, ale to nic nie pomagało. Teoretycznie mógł sobie kupić jakieś lekarstwa, ale po co? Pieniędzy może już do jutra nie starczyć. Więc wił się w potwornych męczarniach, a ból z głowy przeniósł się na całe jego ciało. Czy tak ma wyglądać jego koniec? Nagle nastąpił największy atak bólu. Czuł, jakby tysiące małych igieł nagle wychodziły z jego wnętrzności. Nie wytrzymał - krzyknął z bólu. Krzyczał, jakby obdzierali go ze skóry, a później obsmarowali solą. Krzyczał, zdawało się, całą wieczność. Oblała go całkowita jasność, i nagle...
Koniec. Ból skończył się tak nagle, jak nastąpił. Światło zniknęło. Chłopak drgał i czuł zmęczenie każdego z jego mięśni, jakby na chwilę zastąpił Atlasa i dźwigał niebo. Otworzył oczy i wstał. Pomimo tego, że był środek nocy, on wstał. Nie wiedział, dlaczego. Może chciał sprawdzić, czy nadal żyje? Nie wiadomo. Ale gdy tylko się rozejrzał, poczuł, że coś jest nie tak. 
Venian uznał, że jednak umarł. Po niebie latały dziwne stwory - od uskrzydlonych (dosłownie) ludzi, po gryfy i orło-węże. Na ulicach również były dziwne stworzenia, a z każdej strony słychać było odgłosy rozmów. Istoty znikały i pojawiały się na przemian. 
Szczęka opadła Venianowi do samej ziemi. Nie wiedział, co powiedzieć, a w dłoni ściskał aksamitną portmonetkę od Doloris. 
- Ehhh... - chłopak niespodziewanie usłyszał niski, męski głos, mówiący jakby do siebie - Ludzkość to skupisko nędzy i zarazy.
Chłopak szybko odwrócił się w stronę głosu.
- Co do... - upadł na ziemię. On i rozmówca mierzyli się wzrokiem. Kto był bardziej zaskoczony - nie wiadomo. Bo te słowa wypowiedział... kot.
Czarny kot. Czarny kot z świecącymi, żółtymi oczami. Wpatrywał się zdumiony w Veniana.
- Ty... mnie widzisz? - zapytał się chłopaka.
- CZYM TY JESTEŚ!?!
- O to samo mogę zapytać ciebie. Jesteś zaklinaczem?
Venian spojrzał pytająco na kota.
- Że kim?
- Widzisz Duchy, tak?
- Ymmm... Nie mam pojęcia - przyznał blondyn.
- Eghhhh... NAS - kot uniósł głos zniecierpliwiony, po czym podskoczył i zaczął płynąć w powietrzu - Duchy
Chłopak tylko przytaknął.
Duch zamknął oczy, jakby się nad czymś zastanawiał. Cofnął się trochę, i miał już odpuścić, po czym niespodziewanie skoczył na blondynka. Ten próbował się zasłonić, ale... No osłoń się przed Duchem. Powodzenia życzę.
Kot wniknął w Veniana, co było niemal równie przyjemne, co uczucie lodowej rzeźby, która bez oporu wnika we wszystkie twoje narządy. Chłopak stęknął. Przez chwilę nie wiedział, co się dzieje, lecz nagle wybuchnął białym światłem. I ból powrócił, lecz nie tak silny, jak poprzednio. Rozległ się głośny dźwięk, światło rozpłynęło się. Znowu uczucie lodu, i z niego wyskoczył Duch.
- Teraz jesteśmy połączeni na zawsze. A przy okazji, jestem Shionn.
-*-
Wiem, że krótkie, ale baardzo chciałem już to napisać i wysłać (i nie miałem pomysłu, jak to kontynuować). Spodobało się? Napisz swoją opinię w kom