Rozdział II
Venian siedział ze skrzyżowanymi nogami naprzeciwko Shionna.
- Możesz jeszcze raz mi to wszystko wytłumaczyć? - zapytał chłopczyk.
- JEŻCZE raz? Kolejny? - Duch westchnął, co brzmiało bardziej jak prychnięcie prawdziwego kota - No dobrze - dał za wygraną - Duchy to istoty niematerialne, symbolizujące siły natury. Każdy Duch się czymś zajmował. Ja, na przykład, byłem Duchem Nocy i Snu.
- Ale już nie jesteś, bo się ze mną połączyłeś - odpowiedział chłopak dumny z tego, że coś zapamiętał.
- Brawo. Pierwszy Duch, który wejdzie w Zaklinacza tuż po jego przemianie, jest z nim połączony, i Zaklinacz może czerpać z jego mocy, a żaden Duch nie może jego opętać.
- A co z tymi rodzajami Duchów? Ciągle tego nie łapię.
- Właśnie. Duchy, ze względu na ich wygląd, dzielą się na trzy grupy: Ludzkie, czyli swoją sylwetką przypominają sylwetki ludzkie, Zwierzęce, czyli przypominają jakieś zwierze, i Abstrakcyjne, czyli są hybrydą dwóch zwierząt, albo zwierze wykonane z... czegoś innego, niż ziemskie zwierzęta. I to właśnie Zwierzęce i Abstrakcyjne Duchy powodują zmiany w Zaklinaczu.
- Czekaj... ZMIANY?!?
Chłopak podbiegł do najbliższej kałuży i to, co tak zobaczył, szczerze go przeraziło.
- Ja nie mam czarnych włosów!! - chwycił się za głowę.
- Włosy Cię najbardziej zdziwiły? Myślę, że ogona i kocich uszu też nie miałeś.
- KOCICH USZU?!? - teraz Venian zdał sobie sprawę, że te małe, odstające kudły to nie włosy. Próbował znaleźć swoje zwykłe, ludzkie uszy, ale na próżno. Później wykręcił się, aby złapać za swój nowy, genialny ogon. Łał, piękne przedłużenie dupska, które wcale się ciebie nie słucha.
- Czy jest coś jeszcze, co we mnie zmieniłeś? - spytał zrezygnowany chłopak.
- Jeszcze kolor oczu na żółty, ale to już chyba widziałeś.
Chłopak przytaknął tylko i upadł zrezygnowany na ziemię.
"Świetnie. Teraz nawet ja siebie nie poznam, a co dopiero moja matka albo ojciec".
Nagle go olśniło.
- Nikt mnie nie pozna! - krzyknął uradowany.
- Że co? - Shionn popatrzył na chłopaka zaciekawiony.
-Bo... - chłopak pożałował, że się odezwał - Bo ja...
- Może łatwiej będzie, jeśli sam to sprawdzę - Duch przygotował się do skoku.
- Nie, nie, nie...
Ale Shionn zrobił to, co chciał, i po chwili połączył się z Venianem, co towarzyszyło odgłosem dławienia się.
- Świetnie. Rób, co chcesz.
I przez kilka chwil chłopak siedział sam z założonymi rękoma zły na niego. I nagle usłyszał dobrze już glos w swojej głowie.
- Możesz się przez chwilę nie gniewać? Przyćmiewasz wszystkie wspomnienia.
- To ty tak możesz?
- No.. chyba - chłopak niespodziewanie poczuł... jak to opisać... Nie był to śmiech, ale po prostu radość, która go wypełnia. nie było to jego uczucie, ale sprawiło, że uśmiechnął się i jego humor od razu się poprawił.
- Tak lepiej - Shionn uśmiechnął się w jego myślach i zamilkł.
Chłopczyk zaczął myśleć nad tym dniem. "W sumie, to fajnie, że mam kogoś, kto będzie ze mną, i na kim mogę polegać"
- Oooh, to miłe - usłyszał - Teraz uważaj, wychodzę.
Venian napiął brzuch, wstrzymał oddech i zamknął oczy.
- Będziesz się musiał do tego przyzwyczaić - Duch wylizywał sobie futerko, a chłopak wyrównał oddech - Będziemy to robić coraz częściej, aż w końcu już nie będziesz czuć, kiedy się łączymy albo rozłączamy.
- Mam nadzieję - Zaklinacz rozmasowywał sobie brzuch - To trochę boli.
- Zawsze będzie - uśmiechnął się do chłopczyka - Ale nie będziesz zwracał na to uwagi.
- Świetnie.
Venian podszedł do swojego prowizorycznego leża (kilka kartonów i stare, nikomu nie potrzebne łachy), usiadł na brzegu i poprawił je trochę.
- Teraz pozwolisz, - rzucił, kładąc się - że się prześpię chwilę. Cały dzień nie spałem.
- Miałeś dzień pełen wrażeń - przyznał - Niech Ci ten sen służy.
Duch podszedł do chłopaka i zaczął nad nim skakać. Przy każdym skoku w poróżni spod jego łapek wylatywał srebrny pył.
- Mógłbyyy... - zaczął Venian, lecz zanim skończył, powieki mimo woli zamknęły się i chłopczyk usnął.
***
- Hej, śpiący królewiczu! Wstajemy!
Venian otworzył oczy nad nim szczerzył ząbki Shionn.
- Zawsze będziesz mnie budził tak wcześnie? - chłopak ziewnął i przeciągnął się.
- Zawsze, kiedy strażnicy będą przeczesywać zaułki.
- Że co?!?
Natychmiast zerwał się na równe nogi i w panice rozejrzał się.
- Czy to on? - rozległ się niski, basowy głos.
- Tak - odezwał się inny.
Przy wejściu do zaułka stali dwaj mężczyźni. Jeden z nich to stuprocentowy strażnik - wielki, szerokie bary, zgolony na łyso, w mundurze. Za to drugi... drugi nie. Fakt, mięśnie miał, ale na strażnika był za chudy. Miał ostro zestrzyżoną bródkę i brązowe, długie włosy opadające na morskie oczy. Czy to od niego ukradł jedzenie? Jeśli tak, to jakim cudem go poznał? On sam siebie nie poznaje.
W końcu przestał tracić czas na zastanawianie się. Ruszył pędem przed siebie i przemknął pod nogami strażnika. Wbiegł z impetem na jakąś kobietę z owocami, ale nie oglądał się za siebie.
- Uwaga, wchodzę - rozległ się głos Shionna, który leciał obok niego, i po chwili się połączyli. W chłopaka wstąpiły nowe siły i zaczął biec szybciej. Omijał wolno spacerujących arystokratów i raz prawie wpadł pod dorożkę. Teraz najważniejsze było uciec od tamtych dwóch. Biegł i biegł, skręcał w coraz to bardziej kręte uliczki, lecz życie (jak zawsze) musiało go zaskoczyć, więc po następnym skręcie prawie wpadł na tego gościa z bródką.
- JAK TY SIĘ TU ZNALAZŁEŚ!?!? - Venian upadł na ziemię i już się podnosił, ale nieznajomy złapał go za ramię.
- ZOSTAW MNIE!! NICZEGO NIE UKRADŁEM!!!
- Nie przeczę - mężczyzna miał miękki głos, który jest po prostu balsamem dla ucha, ani grama poddenerwowania - Nie chcę cie karać. Chcę cie uczyć. Jestem Roran, i jestem Zaklinaczem. Mam obóz niedaleko. Przejdziesz się?
- A mam wybór?
- Nie za bardzo.
-*-
Koniec (znowu) polsatowy, ale przynajmniej jest. Oceniajcie proszę od 10 do 10 XD
11 xD
OdpowiedzUsuńSpoko rozdział, czekam na rozwinięcie fabuły i Sorayę ;))
Em fajne... To chyba tyle XD
OdpowiedzUsuń***
Moje komentarze powalają xD
No i podążając śladem Olgi czekam na Carnelian/ Vivienne xD